Najlepsza książka psychologiczna 2012
Książka „Cisza. Esencja naszego umysłu" została wyróżniona jako najlepsza książka psychologiczna roku 2012 w kategorii rozwój osobisty — wybór jury i internautów podczas Targów Książki w Krakowie.
Zobacz nagrodęCisza. Esencja naszego umysłu
Zobacz materiały poświęcone „Cisza. Esencja naszego umysłu" — rozmowy z dziennikarzami oraz opinie czytelników, które pokazują, jak książka trafia do serc i umysłów.
Książka „Cisza. Esencja naszego umysłu" została wyróżniona jako najlepsza książka psychologiczna roku 2012 w kategorii rozwój osobisty — wybór jury i internautów podczas Targów Książki w Krakowie.
Zobacz nagrodęNie trzeba być wnikliwym obserwatorem, by zauważyć, że każdy człowiek koncentruje się głównie na samym sobie. Głębię tego uwarunkowania można zaobserwować, gdy ktoś próbuje wkraczać w nasz osobisty obszar. Im bardziej jesteśmy w nim pogrążeni, z tym większą determinacją go bronimy. Tak silnie tkwimy we własnym ego, że utożsamiamy z nim całość swojego człowieczeństwa. Krąg naszego ja wydaje się wszystkim, podczas gdy w rzeczywistości jest tym, co nam świat przysłania. Może zabrzmi to paradoksalnie, ale z taką samą determinacją, z jaką bronimy własnego ego, chcąc utwierdzić się, że „racje życia" leżą po naszej stronie, z taką samą siłą oddalamy się od możliwości obiektywnego sądu. Wszelkie pojawiające się zewnętrzne sygnały, sugerujące konieczność dokonania jakiejś życiowej przemiany – czy to stylu życia, czy rewizji poglądów – przyjmujemy jako osobiste zagrożenie lub atak na system wartości, którym często jedynie się osłaniamy. Na takim to właśnie podłożu, podłożu uwikłania się człowieka w świat osobistych i zbiorowych iluzji, powstają małe i wielkie dramaty ludzkości.
Trzeba nie lada odwagi, by podjąć się weryfikacji własnego ja. Trudność jednak nie leży tyle w zagadnieniach merytorycznych, co w ukrytym wewnątrz nas lęku przed zmianami, lęku przed utratą misternie budowanej własnej, aczkolwiek sztucznej tożsamości. Trudność stwarza również sama tematyka wymykająca się poniekąd intelektualnemu rozumowaniu. Na domiar wszystkiego umysł, który stworzył naszą sztuczną rzeczywistość, sam dokonuje jej weryfikacji.
Czym zatem jest umysł? Odpowiedź jest pozornie prosta, gdyż sam umysł zadaje to pytanie. Wbrew jednak tym uproszczeniom, umysł to coś znacznie bardziej złożonego i skomplikowanego: głęboko ukryty, subtelny wymiar naszego istnienia. Jego funkcjonowanie można stwierdzić na bazie własnych myśli. Umysł to nieprzerwany strumień powstających i zanikających myśli. Wiąże się z nim zdolność rozumowania, sądu i wyobraźni. Oprócz wymienionych aspektów umysłu, istnieje również płaszczyzna ukazująca jego prawdziwą naturę, a będąca poza jakimikolwiek programami ograniczającymi człowieka. O istnieniu takiej sfery mówią tysiącletnie doświadczenia mistyczne wielu religii i kierunków filozoficznych. W naszych rozważaniach zastosujemy więc podział na „umysł zwykły" – czyli obracający się w kręgu własnych myśli – i jego „prawdziwą naturę", czyli umysł wolny od iluzji. Wolnym od iluzji można być jedynie wówczas, gdy zna się mechanizmy funkcjonowania umysłu i rozwija umiejętność panowania nad myślami i emocjami. Niekoniecznie musi to być znajomość naukowa, wystarczy praktyczna. Ludzki umysł jest bardzo elastyczny i działa na zasadzie wcześniej wypracowanych nawyków. Wszystko jest zatem kwestią odpowiedniego „treningu" wyrabiającego te nawyki. Wiemy z doświadczenia, że im dłużej poddajemy się negatywnym myślom, tym bardziej pogłębia się w nas niepokój, smutek, rozpacz, chciwość, gniew i inne tego typu emocje. Gdy zaś oddamy się systematycznemu treningowi samoobserwacji i medytacji, wówczas nasza wytrwałość, dyscyplina i inteligencja zostaną nagrodzone osiągnięciem szczęścia, wynikającego z rozpoznania prawdziwej natury umysłu. Celowo użyto określenia „rozpoznanie", gdyż połączenie z samym sobą, czyli prawdziwą naturą umysłu, następuje dopiero po długotrwałym procesie samopoznania. Celem naszych rozważań jest zachęta do podjęcia się tego trudnego zadania.
Uzyskana w wyniku pracy nad sobą harmonia życia, wyostrza również świadomość. Świadomość z kolei rodzi pokorę. Z takiej zaś perspektywy, perspektywy oświecenia, łatwiej postrzegać Prawdę, gdyż świadomość i pokora są fundamentami poznania.
Pytanie o wolny umysł jest również pytaniem o Prawdę. Jak wykażą dalsze rozważania, Prawda rzeczywistości bardziej wiąże się z wolnym umysłem niż z poglądami czy wiedzą. Postrzeganie intelektualne może być względne i wycinkowe. Warunkiem poznania jest wolny umysł, gdyż umysł zwykły zamyka się jedynie w kręgu iluzji, ukazując głównie to, na co pozwalają sterowane przez ego osądy i wizje. Czy jednak istnieje obiektywna Prawda, jednolity punkt odniesienia? Czy może istnieć jakaś wspólna płaszczyzna dla człowieka współczesnego i pierwotnego, wspólny mianownik dla Żyda i Greka, chrześcijanina i muzułmanina, kobiety, mężczyzny czy dziecka? Takim punktem odniesienia rzeczy jest właśnie wolny umysł, czyli jego prawdziwa natura, esencja, oaza wewnętrznego pokoju, lub jeszcze inaczej – Cisza. Cisza wolnego umysłu to pojęcie trudne do zdefiniowania, gdyż bardziej mówimy o jej doświadczaniu niż intelektualnym poznaniu. Doświadczenie Ciszy jest zanurzeniem się w chwili obecnej. Cisza jest pełną obecnością. Człowiek trwający w Ciszy jest wolny, a poprzez tę wolność szczęśliwy i nie obawia się o nic, nawet o własne życie.
Książka odsłania wielobarwność ludzkiej natury. Jest to podręcznik dla człowieka poszukującego. Przedstawione wartości wskazują na uniwersalną Prawdę opartą na zwykłym zdrowym rozsądku. Teksty ujęte są w duchu kultury chrześcijańskiej, jednak nie preferują żadnej religii. Systematyczna praca nad sobą, do której zaprasza, nie zmienia poglądów, lecz jedynie nastawienia. Proponowaną drogę rozwoju można określić jako duchowość psychologiczną.
Książka składa się z trzech części, każda część z trzech rozdziałów, z kolei każdy rozdział z trzech podrozdziałów, te zaś z licznych podtytułów. Tematyka jest w nich różna, jednak ciągle obraca się wokół tej samej, stale pogłębianej myśli. Będziemy zmierzać do celu metodą spiralną, stale poszerzając znaczenie pojęć pod różnym kątem. Metoda spiralna jest też sposobem systematycznego „odkażania" zaśniedziałego codziennością umysłu, co wymaga czasu i stopniowego dawkowania „wiedzy". Czy zatem można tę książkę jedynie prze-czytać? Nade wszystko Cisza to pozycja, którą należy czytać. Trwać w jej rozważaniach. Dać sobie czas, otwierając się na przesłanie, ukryte pomiędzy wierszami. Wskazane jest nawet zatrzymywanie się w miejscach wymagających dłuższej refleksji.
Część I – egzystencjalna stanowi rodzaj ogólnego wstępu, którego celem jest ukazanie złożoności fenomenu życia, niewytłumaczalności zjawisk i miejsca człowieka w świecie. Kosmologiczne ujęcie tematu obnaża nasze stereotypowe poglądy, pozwalając dostrzec ogólną spójność rzeczywistości.
Część II – psychologiczna ukazuje prawdziwe oblicze systemu obronnego, jakim jest ludzkie ego. Omówimy, jak ono powstaje i spróbujemy odróżnić je od samych siebie. Wiąże się to z trudnym zagadnieniem, które rozpatrywać będziemy do końca książki – czym jest to, co nazywamy samym sobą? W tej części zapoznamy się również z typologią osobowości według Helen Palmer i koncepcją nieświadomej motywacji Sigmunda Freuda. Na zakończenie pojawią się refleksje nad życiem, śmiercią i przemijalnością.
Część III – transcendentalna zawiera propozycje ćwiczeń medytacyjnych, prowadzących poprzez samoobserwację do wewnętrznej przemiany. Droga samoobserwacji pogłębia też świadomość, co otwiera na przestrzenie poznania i widzenia. W tym wydaniu, na końcu niektórych rozdziałów umieszczono krótkie uwagi końcowe, zatytułowane „postscriptum".
Przygotowując książkę Cisza. Esencja naszego umysłu sądziłem, że w tematyce iluzji większość już powiedziano. Obecnie wiem, że to wierzchołek góry lodowej. Zasięg matrixa, w którym żyjemy jest tak szeroki, że trudno w tym wymiarze mówić o posiadaniu wolnej woli. Węzłów tych nie sposób rozwiązać w całości. Można jedynie rozluźniać je nieustannie pogłębiając świadomość. Fundamentem świadomości jest przeświadczenie, że nasze ludzkie ciało, to jedynie tymczasowo przybrana forma wielowymiarowej istoty, jaką jest człowiek. Gdy miejsce lęku, analizy i podziału zajmie miłość, pewność i moc wówczas staniemy w Ciszy obok własnych iluzji.
Zapraszam do lektury.
Ryszard Klein
Wywiady na temat książki „Cisza. Esencja naszego umysłu" pojawiły się w telewizji, radiu i prasie. Kliknij miniaturkę, by obejrzeć nagranie.
Żyjemy w świecie chaosu i iluzji, którą karmimy się, pragnąc mieć poczucie kontroli. Wydaje nam się, że rozumiemy otaczający nas świat i rządzące nim mechanizmy. Przewidujemy przyszłe wydarzenia, oceniamy działania innych ludzi i weryfikujemy głoszone przez nich teorie przez filtr swojego umysłu, zgadzając się z nimi, jeśli nie naruszają granic naszego bezpieczeństwa bądź negując, jeśli nie zgadzają się z przyjętym przez nas czy przez ogół społeczeństwa sposobem myślenia. Czasami jednak dopada nas refleksja, że nic nie jest takie, jakie miało być. Poświęcenie kończy się rozczarowaniem, oferta pomocy spotyka się z odrzuceniem, zaś na naszą miłość ktoś może odpowiedzieć obojętnością. Padamy bowiem ofiarą iluzji, mechanizmów, które sprowadzają się do oszukiwania samego siebie. (...) Nasze życie jest lustrem odzwierciedlającym osobisty wewnętrzny świat. Jeżeli chcę to życie odmienić, muszę wyjść z wiezienia własnych wyobrażeń, iluzji i leków, tak by lustro odbijało jedynie czystą formę – pisze Ryszard Klein w swojej książce Cisza. Esencja naszego umysłu. Opublikowana nakładem wydawnictwa KOS pozycja stanowi próbę zgłębienia własnego umysłu, poznania swojego wnętrza po to, aby poprawić jakość życia, odzyskać równowagę oraz doskonalić umiejętność bycia ze sobą. Trwania w ciszy bez konieczności zagłuszania jej wewnętrznym dialogiem czy informacjami płynącymi z mediów.
Trzymam w dłoniach nie poradnik pełen trywialnych porad czy sentencji nadających się wyłącznie do wpisania do pamiętnika. To raczej mapa naszego wewnętrznego świata oraz zbiór wskazówek, jak się poruszać po tej krainie, pełnej niespodzianek i przeszkód. To swego rodzaju okulary, które pomagają nam dostrzec więcej, nie koncentrując się na nic nie znaczących detalach, którym — niestety — poświęcamy w życiu codziennym tak dużo uwagi. To zbiór metod służących weryfikacji swojego obrazu świata, a także samego siebie, o ile podejmiemy wyzwanie rzucone przez autora.
Klein dzieli książkę na trzy części, a każda z nich zbudowana jest z rozdziałów. Są one niczym przystanki na drodze samorozwoju i pozwalają zgłębiać kolejne zagadnienia, których znajomość, a raczej świadomość występowania, pozwala zweryfikować dotychczasowy pogląd i zmusza do refleksji. Choć tematyka rozdziałów jest różna, to wszystkie krążą wokół jadra książki, wokół sposobów na „odkurzenie" swojego umysłu, na pozbycie się utartych schematów działania czy myślenia, zatruwających nas i zmuszających do zastanowienia się nad podejmowanymi dotychczas decyzjami.
Część pierwsza dotyka tematów egzystencjalnych i stanowi swego rodzaju wstęp, wprowadzenie czytelnika w skomplikowany świat umysłu oraz zaciemnień, które utrudniają nam widzenie Prawdy, takich jak przyzwyczajenia czy iluzja zrozumienia, utrzymująca nas w przeświadczeniu o wiedzy i zrozumieniu zjawisk oraz ludzi. Autor obnaża stereotypy, które utrudniają odbiór rzeczywistości i szersze na nią spojrzenie. Oddaje się również refleksji nad czasem, wciągając czytelników w rozważania nad jego linearnością czy nad wielkościami czasowo-przestrzennymi.
Część druga, stanowiąca psychologiczne ujęcie tematu, wyjaśnia takie pojęcia jak nieświadoma wola i ego. Autor przywołuje przykład naszego systemu obronnego oraz struktury naszego „ja", które, by utrzymać swoją wizje „ja" idealnego, potrzebuje takich mechanizmów, jak wypieranie czy przeniesienie. Dowiadujemy się również, jak powstaje ego, sięgając w tym celu do pierwotnych, podstawowych potrzeb. Zapoznamy się ponadto z typologią osobowości według Helen Palmer oraz koncepcją nieświadomej motywacji Freuda. Trzecia część, transcendentalna, to propozycje ćwiczeń, które wspomagać mają naszą wewnętrzną przemianę. Znalazły się tu ćwiczenia medytacyjne, będące środkiem do osiągnięcia kontroli nad ciałem i umysłem, a także — jak pisze autor — drogą prowadząca do oświecenia. Klein podzielił część praktyczną na trzy części, z których każda pozwala pracować nad określoną grupą problemów. Poćwiczymy zatem obserwację świata zewnętrznego, obserwację samego siebie oraz obserwację własnych myśli. Warto trzymać się układu zaproponowanego przez autora, rozpoczynając wewnętrzną przemianę od obserwacji otoczenia i ćwiczenia uważności zmysłowej.
Przystępując do lektury książki Cisza. Esencja naszego umysłu, warto zdać sobie sprawę z tego, że wyruszamy w podróż, której celem będzie nie osiągniecie doskonałości, ale wyrobienie w sobie nawyku nieustannego doskonalenia się. Przede wszystkim jednak jest to wspaniała i pełna niespodzianek, choć czasami bolesna podróż, służąca poznaniu siebie, swoich lęków, obaw, rozszerzeniu granic bezpieczeństwa i otwarciu się na Prawdę. Pokonanie ograniczeń, pozbycie się stereotypów i mechanizmów myślenia nie będzie łatwe, ale pozwoli nam uniknąć wiecznego rozczarowania, sprawi, że nauczymy się postrzegać ludzi takimi, jacy są, a nie takimi, jakimi my ich widzimy. Omijając pułapki umysłu, będziemy mogli spokojnie kroczyć drogą ku wybranym celom. Spokojni, szczęśliwi, pozostający w zgodzie z samym sobą.
Ryszard Klein opisuje drogę duchowego życia współczesnego człowieka. W pojęciu „droga" kryje się poszukiwanie i dążenie do pełni. Bohater rozważań, współczesny wędrowiec, jest świadomy celu — jest nim osobiste spotkanie człowieka z Bogiem, ale jest też świadomy czekających na drodze trudności. Nie chodzi tu o trudności natury egzystencjalnej, ale kulturowej i obyczajowej. Wydaje się, że widzenie świata z perspektywy europejskiego paradygmatu naukowego utrudnia doświadczenie duchowe. Ożywienie kultury ducha (wyrażenie jednego ze współczesnych filozofów kultury Charlesa Taylora) jest jednym z podstawowych zadań współczesnej humanistyki. Autor książki stara się znaleźć treści, które mogą umożliwić takie ożywienie. Tytułowa „cisza" prowokuje do stawiania pytań o sens własnego istnienia, o możliwość przyjęcia postawy kontemplacyjnej i rozwoju w przestrzeni duchowej.
Myślą przewodnią prezentowanych rozmyślań są idee Antoniego de Mello — hinduskiego jezuity. Autor docenia wartość innych tradycji kulturowych i religijnych, ale porusza się w obrębie tradycji judeochrześcijańskiej i posługuje się tu ukształtowaną koncepcją człowieka. Sięga do literatury popularyzującej wiedzę z zakresu nauk przyrodniczych, szczególnie antropologii, kosmologii. Cytuje takich autorów jak H. von Ditfurth, J.D. Barrow, V. Farkas, R. Snedden. Powołuje się na teksty wywodzące się z kultury Wschodu: S. Rinpocze, Osho. Wszystko po to, aby wydobyć ukryte pokłady religijności tkwiące w homo religiosus. W pierwszym rozdziale rozważana jest sytuacja człowieka, jego kruchość w obliczu nieskończoności. Autor powtarza dobrze zakorzeniony w kulturze motyw stoicki odniesienia człowieka-mikrokosmosu do makrokosmosu-świata, w którym rządzi boski Logos. Wyczuwalna jest tu też późnośredniowieczna formuła Mikołaja z Kuzy — coincidentia opositorum. W drugim rozdziale przywołane są prace z zakresu psychologii, postmodernistycznej parapsychologii i literatury religijnej. Pojawiają się cytaty z książek H. Palmer, S.B. Nulanda, J. Kozieleckiego, T. Tomaszewskiego, D. Golemana i z filozofii T. de Chardin. W najciekawszym, ostatnim rozdziale autor przedstawił model modlitwy medytacyjnej, opartej na idei ciszy (nawiązując do idei milczenia A. de Mello). Zdaniem Ryszarda Kleina modlitwa ta prowadzi do postawy czynnej, jej efektem ma być „człowiek radosny, z którego emanuje pokój, siła i pewność". Człowiek zdolny do miłości, współcierpienia, przebaczania, potrafiący obdarowywać innych, okazywać współczucie wobec wszystkich ludzi — „wszechobejmująca bezstronność", niezależnie od wyznania, koloru skóry i statusu majątkowego. Czytelnik zostaje wezwany do ćwiczenia w umiejętności autoafirmacji, wskazuje się mu perspektywę wewnętrznego rozwoju. Rozumiemy, że pewne rozstrzygnięcia mają charakter uniwersalny, stąd wniosek, że przedstawiciel kultury Zachodu może wiele skorzystać z lektury tekstów hinduskich, buddyjskich, taoistycznych.
Książka jest ciekawym świadectwem swobodnych poszukiwań, fascynacji, lektur i przemyśleń znanego w swoim środowisku muzyka, działacza społecznego. Autor próbuje uniwersalizować osobiste doświadczenia i dzieli się nimi z czytelnikiem.
Książka należy do tych, które zmuszają czytelnika do zastanowienia się nad własnym ego. Autor porusza zagadnienia związane z funkcjonowaniem umysłu, serca i duszy, z uwzględnieniem najróżniejszych aspektów przeżyć człowieka, jego rodziny, korzeni, archetypów. Zachęca do odważnego spojrzenia na własne Ja, a także dokonania weryfikacji własnej tożsamości. Ujmuje człowieka w relacji ze światem, w którym żyje, a także w relacji z samym sobą. Jestem przekonana, że powstała książka wartościowa merytorycznie, dająca czytelnikowi wiele przeżyć i poruszeń emocjonalnych. Pokazująca, że jedną z najistotniejszych wartości życia człowieka jest umiejętność bycia ze sobą, dar wyciszenia się, posłuchania samego siebie. Dotarcia do swojego wyjątkowego i cennego „środka", podstawy naszego świadomego Ja, fundamentu naszej jaźni i codziennego bytu. Autor w swoim dziele daje nam zachętę do autoobserwacji, medytacji, rozważań nad własną tożsamością. Sugeruje, że w ciszy i umiejętności wsłuchania się w siebie leży nasza siła, a nawet moc.
Dlaczego polecam tę książkę.
Jest to książka znakomita pod każdym względem. Jej zawartość jest starannie i rzetelnie przemyślana. Ma jasny i przejrzysty układ, w sposób spiralny domaga się od czytelnika coraz większego zaangażowania i skupienia. Jest nieocenionym źródłem refleksji dla osób ją czytających. Poprzez swoją spiralną konstrukcję, poszerzającą znaczenie prezentowanych przez autora pojęć, zachęca czytelnika do pogłębiania życia i medytacji. Zmusza do odarcia z iluzji i halucynacji własnego, jakże chronionego psychologicznymi mechanizmami obronnymi Ja. Do odkrycia prawdy na swój temat potrzebna jest odwaga, odwaga zwrócenia się ku słabościom własnej tożsamości. A takich niedociągnięć osobowościowych każdy z nas ma wiele. Bywa, że trudno się do nich przyznać. Autor zadaje nam pytanie, co to jest prawda i czy ona istnieje. A jeśli istnieje, to co pozwoli nam zobaczyć prawdę na swój temat. A jeśli ją zobaczymy, to jak sobie z tym poradzimy, jak to przyjmiemy, jak to przeżyjemy i czy to doświadczenie pozwoli nam zbudować nowe elementy osobowości. Być może różniące się od tych aktualnych, ale trochę lepszych, dojrzalszych, bardziej zintegrowanych.
Książka Ryszarda Kleina jest po prostu intrygująca.
Całość rozważań dotyczy tego, jak człowiek może interpretować swoje człowieczeństwo. Umożliwia nam zrozumienie schematów własnych codziennych doświadczeń związanych z osobowością. Przypomina, że wiele naszych działań i zachowań ma podłoże na poziomie nieświadomym. Autor podkreśla znaczenie nieświadomości zbiorowej, pozwalającej na intuicyjne zrozumienie pierwotnych mitów, dzieł sztuki i symboli stanowiących uniwersalne archetypy funkcjonowania człowieka. Książka jest uporządkowana i spójna wewnętrznie. Zmuszająca do zatrzymania się i refleksji nad światem i sobą. A może nad sobą i światem. Tylko tyle i aż tyle.
O tej CISZY powinno być głośno
Myślę, że wszystkich czytelników można z grubsza podzielić na dwie kategorie: na czytelników „zwykłych" i na recenzentów. „Zwykły" czytelnik czyta, najogólniej mówiąc, po to, żeby się czegoś nowego dowiedzieć, żeby z pomocą autora książki wkroczyć na nowy obszar wiedzy, albo pogłębić to, co już wie. Taki czytelnik albo przeczyta całą książkę, albo tylko jej fragmenty — dokładnie tyle, ile mu potrzeba — i jest zadowolony z tego, co dzięki lekturze uzyskał. Można powiedzieć, że taki „zwykły" czytelnik jest w dużym stopniu bezkrytyczny. To całkiem naturalne, bo przecież nie po to wziął książkę do ręki, żeby ją oceniać, lecz po to, żeby jej ulec, żeby dać się jej porwać, żeby dzięki niej znaleźć się w innej przestrzeni intelektualnej i w wyniku tego niejako zatracić swoje ego.
Inaczej do lektury podchodzi recenzent. Jego zadaniem jest oszacowanie wartości czytanego tekstu na tle dostępnej literatury. Czy warto było pisać taką książkę? Czy wnosi ona coś nowego? Czy jej treść i forma jest zadowalająca? Odnoszę wrażenie — czytając od czasu do czasu jakąś recenzję — że drugim (oprócz oceny), czy też „równoległym" celem ich autorów jest zaakcentowanie swego ego. Chodzi o to, że cokolwiek i jakkolwiek by autor nie napisał „ja napisałbym to inaczej" (czytaj „lepiej"), albo „dodałbym to lub pominął tamto". W pewnym sensie recenzja nie może zanadto być wolna od ego recenzenta. Recenzent, który traci dystans do czytanego tekstu, który mu nadmiernie ulega, staje się tym samym „zwykłym" czytelnikiem, który w najlepszym wypadku może książkę streścić (bo mu się podobała), ale nie potrafi obiektywnie jej ocenić (o ile, oczywiście, obiektywność jest możliwa).
Z większością książek, które przeczytałem, miałem kontakt jako „zwykły" czytelnik. Czytałem je, bo chciałem, a nie dlatego, że z jakiegoś powodu powinienem. Tak samo podszedłem do książki Ryszarda Kleina Cisza. Esencja naszego umysłu, która wpadła w moje ręce tylko dlatego, że ktoś pomyślał, iż pewnie chętnie ją przeczytam. Najwyraźniej ten ktoś dobrze mnie zna i w swoich przewidywaniach nie pomylił się. Jako czytelnik „zwykły", a więc zaangażowany i w związku z tym w dużym stopniu bezkrytyczny (bo „zakochany"), nie będę tej książki streszczał, bo jest na to zbyt obszerna (381 stron). Postaram się połączyć dwa przeciwstawione sobie przed chwilą punkty widzenia i to nie po to, żeby się wykazać jakimś nowym, oryginalnym podejściem, lecz dlatego, że... tak wyszło. Dzięki temu zabiegowi uniknę z jednej strony streszczania (co by chętnie zrobił ten, który by chciał się podzielić właśnie przeczytaną „dobrą nowiną"), a z drugiej — (nadmiernego) eksponowania swego ego (które to eksponowanie polega na wytykaniu autorowi ewentualnych braków w jego dziele). Jak już wspomniałem — na streszczanie jest tego za dużo, a braków ten tekst... nie ma.
Co więc mogę powiedzieć o dziele Ryszarda Kleina jako zaangażowany czytelnik, który ulega tekstowi, nie potrafiąc zachować wobec niego stosownego dystansu? Gdy czytam o zamiarze Autora, który pisze, że to, co ma do powiedzenia, przedstawia w trzech częściach, a każda z nich składa się z trzech rozdziałów (s. 17), od razu tracę dystans (bo lubię „trójkę"), a jednocześnie zaczynam się obawiać, czy taka orientacja (a może nawet „uzależnienie") Autora na „trzy" nie sprawi, że niektóre jego interpretacje będą trochę naciągnięte, a inne potraktowane zbyt pobieżnie. Z drugiej jednak strony, jak sobie przypomnę, że Bog Trojcu ljubit, to przestaję się obawiać, że to może być piękna, ale pusta forma, bo taka forma, taki podział przecież „z wysoka" pochodzi, a więc nie może się oddalić od prawdy ten, kto się w tejże formie odnajduje. I tak po przeczytaniu książki, a więc już a posteriori, mogę powiedzieć, że wszystko gra: nie można było tego napisać lepiej, a więc inaczej.
Nie zamierzam szokować czytelnika moich słów tym, co zaraz napiszę. Ujmę to krótko — w trzech słowach: „serdeczne wyrazy współczucia" dla Autora, jednak nie z powodu, ale przy okazji tego, co napisał. Jeżeli współczucie to współ-odczuwanie, to jestem pewien, że na takim poziomie refleksji i w związku z takim przedmiotem zainteresowań Autor nie ma za bardzo na co dzień z kim porozmawiać. Cisza — dzisiaj? Esencja? Egzystencja? Co to takiego? I po co to komu? Co to za pojęcia? Czysta abstrakcja! Sam nie uważam się za kogoś wyjątkowego, ale wydaje mi się, że czuję co czuje Autor i dlatego z nim (już niekoniecznie „mu") współ-czuję. I jednocześnie gratuluję mu — równie serdecznie — tego, co napisał. Zadanie nie było łatwe, ale zostało dobrze wykonane. Wyobrażam sobie te momenty, w których Autor nagle odkrywał to, co później zawarł w swojej książce i jak czasem lekko, a częściej pewnie ciężko mu było wypowiedzieć te idee i obrazy w odpowiednich słowach i sekwencjach zdań. Gratuluję również Autorowi tego, że napisał niekonfesyjną książkę o jakże... katolickim, to znaczy powszechnym charakterze. „Natura wszystkim jednaka" — przypomniał kiedyś poeta. Jeśli więc ktoś dobrze rozpoznał ludzką naturę, to jest w stanie pomóc każdemu człowiekowi na jego drodze do spełnienia, niezależnie od wyznawanej przez niego religii.
Autor nie próbuje nas przekonać, że wszystko, o czym pisze, wymyślił sam. Pojawiają się więc ważne nazwiska związane z różnymi dziedzinami wiedzy. Pozwolę sobie przytoczyć z pamięci (bo nie mam w tej chwili innej możliwości), a więc pewnie niedokładnie, sentencję Teilharda de Chardin, streszczającą jego kosmologiczno-antropologiczno-teologiczną wizję. Według niego Wszechświat zmierza w kierunku życia, życie w kierunku świadomości, świadomość w kierunku ducha, a duch do połączenia się z Absolutem. Ten schemat, tę wizję rzeczywistości daje się zauważyć w refleksjach Autora. Od świata, poprzez człowieka, do Boga. Streszczać nie ma sensu — to trzeba przeczytać! Autor nie jest oczywiście pionierem, jeśli chodzi o tego rodzaju przekaz, ale tych, którzy w coraz to inny sposób starają się wciąż na nowo prezentować cud materii, cud życia i cud świadomości nigdy za wiele.
W części drugiej książki — Cisza w ujęciu psychologicznym — w rozdziale drugim — Poszukiwanie prawdy o sobie — pojawia się koncepcja enneagramu. Czy znów dlatego, że jest to koncepcja troista (trzy ośrodki inteligencji „zrzeszające" po trzy typy osobowości i stąd enneagram, od gr. ennea — dziewięć i gram — znak) i tym samym pasuje do ogólnego schematu książki? Myślę, że nie. Wierzę, że Autor odkrył tę typologię w ramach swoich duchowych poszukiwań i po prostu został urzeczony jej wnikliwą analizą ludzkiej duszy. Czy to jednak odpowiednie narzędzie do pracy nad sobą? Myślę, że nie ma czegoś takiego, jak ortodoksyjna, czyli tym samym „obowiązująca" typologia osobowości. Obowiązuje to, co jest prawdziwe, a raczej to, co się sprawdza. Gdy po raz pierwszy czytałem książkę na ten temat (a było to przywoływane również przez Autora dzieło R. Rohra i A. Eberta), moje serce pałało i bez najmniejszych trudności mogłem przyporządkować osobowości znanych mi osób do enneagramowych typów. Dlatego rozumiem, że w tej partii rozważań Autor nie potrafił oprzeć się na innych, bardziej uznanych, choć też przecież starożytnych, a więc także „pogańskich" koncepcjach.
Można jeszcze odkryć inną prawidłowość w dziele Ryszarda Kleina: jest to prowadzenie czytelnika od teorii do praktyki. W tym miejscu warto przypomnieć zasadę, zgodnie z którą nie ma nic bardziej praktycznego od dobrej teorii. Praktyce, a dokładniej praktykowaniu tego, co w tej książce określono mianem „cisza", poświęcona została jej trzecia część. W tej części Autor zaproponował szereg interesujących ćwiczeń. Na razie z braku czasu (a może to tylko wymówka?) nie dałem się wciągnąć w ich praktykowanie. Nie mogę więc wypowiadać się na ich temat jako „zwykły" czytelnik (czy „zwykły" adept duchowej praktyki), który we wszystko wierzy Autorowi (mistrzowi na duchowej drodze), ani jako recenzent, który — dla podkreślenia swojego ja — mógłby to napisać inaczej... Jestem pod wrażeniem zakresu proponowanych ćwiczeń i wierzę, że Autor wszystko sprawdził na sobie, nie pisząc ani słowa na wyrost. Choć więc nie przećwiczyłem (jeszcze) tych ćwiczeń, a tylko je przeczytałem, nie żałuję poświęconego na to czasu, bo dzięki temu po raz kolejny przekonałem się, że nic w nas na lepsze się nie zmienia bez odpowiedniego ćwiczenia! Owocem lektury tej partii książki jest postanowienie, by wrócić do prostych ćwiczeń medytacyjnych, zaproponowanych przez Anthony'ego de Mello w zbiorze U źródeł. A potem? Kto wie? Może do ćwiczeń Ryszarda Kleina?
„Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, by zauważyć, że każdy człowiek koncentruje się głównie na samym sobie" (s. 15). Zatem, Panie Ryszardzie, zgodnie z tym, co Pan napisał (nie tylko w przywołanym wyżej cytacie) i co ja napisałem o roli czytelnika-recenzenta, nadszedł czas na zaakcentowanie mojego ego. Co więc napisałbym inaczej, albo co bym jeszcze napisał lub pominął? Przyznaję, że niewiele, albo nawet nic. Zrobię to jednak dla mojego ego — jeśli nie może zatańczyć (bo Autor się spisał), niech chociaż podskoczy, skoro ma okazję.
Zapewne zgodzi się Pan, że bardzo istotne sformułowanie na str. 110 mogło mieć (i chyba miało mieć) nieco inny kształt. Jest: „Pierwsza namiastka życia religijnego to zastępowanie osobistego spotkania z Bogiem w duchu i prawdzie (J 4, 23) na wiedzę o Nim". A powinno być: „Pierwsza namiastka życia religijnego to zastępowanie osobistego spotkania z Bogiem w duchu i prawdzie (J 4, 23) wiedzą o Nim". Świadczy o tym formuła na str. 112: „Druga namiastka życia religijnego to zastępowanie osobistego spotkania Boga w duchu i prawdzie zewnętrznymi formami i znakami". Trzeba się zgodzić, że albo „zamiana" czegoś na coś, albo „zastępowanie" czegoś czymś.
W skali całej tak pięknie napisanej książki to drobiazg, który nie ma żadnego znaczenia i którego sam Autor mógł nie zauważyć. W wyniku żmudnej pracy zarówno nad treścią, jak i formą dochodzi się bowiem do takiego punktu, w którym mimowolnie czyta się swój tekst w dużym stopniu ponad gramatycznymi niuansami. Wychwycenie tego rodzaju niedoskonałości jest zadaniem korektorów, ale i ich też doskonale rozumiem. Ostatecznie wina za to, że tego drobiazgu nie zauważyli, spada w tym wypadku całkowicie na Autora: tak zahipnotyzował krytycznych (z urzędu) pierwszych czytelników swego tekstu jakością jego treści i dbałością o formę, że mogło im to po prostu umknąć! I tak się najwyraźniej stało.
A teraz nieco poważniejsza kwestia — miejsce Anthony'ego de Mello w tej pięknej książce. Spuścizna duchowo-literacka tego hinduskiego jezuity jest kopalnią intuicji, inspiracji, puent i przeróżnych lapidarnych sformułowań na temat chyba każdego aspektu życia duchowego. Nic więc dziwnego, że kto się z nim zetknął, ma niejednokrotnie ochotę zacytować go na początku, albo na końcu tego, co sam ma do powiedzenia.
„Cisza" Ryszarda Kleina jest dziełem oryginalnym i samodzielnym — w żadnym wypadku (przynajmniej tak mi się wydaje) nie jest to komentarz do twórczości de Mello, czy próba syntezy jego dzieła, choć wspomniany autor pojawia się w tych rozważaniach raz po raz. Jaką więc rolę w nich pełni? Myślę, że po prostu służy puentą, ilustruje. Książkę z ilustracjami zawsze lepiej się czyta. Tekst i ilustracje łączą nas zazwyczaj z dwoma autorami. Bywa jednak i tak, że sam autor ilustruje swój tekst. I tak jest w przypadku „Ciszy": Ryszard Klein ilustruje swoje przemyślenia słowami Anthony'ego de Mello. Nie mam nic przeciwko temu — wręcz przeciwnie! — ale jeśli taka rola de Mello w tym tekście (tak ja ją postrzegam), to równie dobrze mógłby go zastąpić Thomas Merton, albo inny autor reprezentujący „ten sam" duchowy nurt. A jeśli tak, jeśli wypowiedzi de Mello pełnią tu wyłącznie rolę ilustracji, które się przytacza, a których się za bardzo nie analizuje, to wydaje mi się umieszczenie w aneksie opinii Kościoła katolickiego na temat publikacji tegoż autora czymś niekoniecznym, a może nawet zbytecznym. O ile cały tekst książki Ryszarda Kleina bez ilustracji w postaci myśli Anthony'ego de Mello byłby uboższy i pewnie mniej nośny, o tyle bez tego dodatku z powodzeniem dałoby się obejść. Można było poprzestać wyłącznie na osobistej, jakże pozytywnej refleksji, pomijając cudzą i — niestety — negatywną. Nie znaczy to jednak, że ten fragment książki aż tak mi przeszkadza. Może to tylko okazja do zaakcentowania mojego ego?
Podsumowując chciałbym jeszcze raz pogratulować Autorowi napisania takiej książki, a Wydawnictwu KOS — jej wydania.
Przestrzeń ciszy może być również obrazem. Otwórz galerię zdjęć, która pokazuje miejsca i chwile sprzyjające wyciszeniu oraz temu, co dzieje się w głębi umysłu.
Przejdź do galeriiKsiążka „Cisza” trafiła także do czytelnika, który na co dzień myśli i czuje w rytmie rapu. Z tego spotkania powstał tekst osobisty, szczery i zaskakująco bliski przesłaniu książki.
Spałem przed nocką, lecz był urlop na żądanie,
nie wiem co się stanie lecz są wielkie zmiany w planie,
niebawem to, co w planie całym życiem się stanie,
zwycięstwo to wygranie za pysk życia złapanie,
brak miejsca na wątpliwości czas ruszyć do przodu i pozbyć się tej złości.
Głębiej się zastanawiając trzeba gonić za marzeniem,
wszystko inne zostawiając,
cały czas do przodu za siebie się nie oglądając.
Bez pracy nie ma kasy,
nic niewarte papierki,
można ich używać, gdy nie ma się ścierki…
Logiczne, że mieć musisz,
bo długami się udusisz.
Praca to duża część naszego życia,
dlatego szukaj mądrze,
by mieć dobre swe przeżycia.
Spójrz, nienawidzisz swojej pracy,
to nienawidzisz połowy swojego życia.
Teraz masz to jak na tacy,
jaki sens takiego bycia?
Głos rozsądku w moim wątku
Ryszard nosi imię,
kiedyś wszyscy będą tacy
i mój świat nigdy nie zginie.
Są jeszcze dobrzy ludzie
na tym niemoralnym świecie,
szukajcie, a znajdziecie,
proście, a dostaniecie.
I po pierwsze, drugie, trzecie,
niech dobro będzie na świecie.
Tomasz St.